Отель с мужем выбирали сами, по опыту Кипра помня, что три звезды - это очень даже неплохо. Но ошибались...
Знакомство с номера началось с ощущения попадания в восьмидесятые - старая, покоцанная мебель, грязновато. На диван даже сесть было противно, спартанская обстановка в ванной поражала. Вместо душевой кабины крохотный закуток, огороженный клеенкой, отваливающаяся вешалка для полотенец.
После того, как кондиционер за два часа не смог сбить ни градуса с 32-х, вызвали хозяина. Его бурная радостная речь сводилась к одному факту - зачем вам кондиционер, когда можно распахнуть окна, и будет свежий ветер? И неважно, что под окнами бассейн, да и шторка практически прозрачная.
Через десять минут препирательст он отвел нас в другой номер, который обладал работающим кондиционером (он отрубался довольно редко, когда ему не хватало питания) и жалюзи на окнах. Номер выходил на небольшую проезжую дорогу, но на шум от машин пожаловаться не могу - их было мало.
О завтраке можно сказать одно - убогий. Батон хлеба, мазилки на него, скромное количество тонюсеньких кусочков ветчины, сыра, старых зернистых огурцов и кукурузные хлопья. Экономия - основнй девиз хозяина... Вставать на такой завтрак совершенно не хотелось, в итоге мы стали брать по омлету в соседней кафешке для местных, где был весьма милый хозяин (Lazaros-mese-cafe называлась кафешка), щедро снабжавший меня лимонами для воды собственного выращивания.
Простыни откровенно грязные. Постельное белье меняли один раз, да и то лучше бы не меняли. Даже спать на них было противно. Уборщица приходила в рандомное время - половина десятого, одиннадцать, двенадцать, четыре часа.
Wi-Fi в номерах практически никогда не работал. Сигнал просто не доходил.
Судя по открытым окнам в дневное время, кондиционеры не работали почти нигде.
И последний штрих к картине - однажды ночью, в соседнем отеле напротив (Albatross) два часа, с двух до четырех, гавкала собака. Я люблю животных, поэтому считаю, что виноват хозяин. Впрочем, полагаю, постояльцы выразили хозяину мнение на этот счет, и собачка в дальнейшем культурно молчала, лишь изредка издавая пару гавов по поводу слишком поздно возвращающейся компании.
Mó j mą ż i ja sami wybraliś my hotel, pamię tają c z doś wiadczeń Cypru, ż e trzy gwiazdki to bardzo dobre. Ale mylili się...
Znajomoś ć pokoju zaczę ł a się od poczucia wpadania w lata osiemdziesią te - stare, odrapane meble, brudne. Obrzydliwe był o nawet siedzenie na sofie, spartań ski wystró j w ł azience był niesamowity. Zamiast kabiny prysznicowej maleń ki ką cik, ogrodzony ceratą , spadają cy z wieszaka na rę czniki.
Po tym, jak klimatyzator nie mó gł obniż yć stopnia z 32 przez dwie godziny, wezwano wł aś ciciela. Jego burzliwe radosne przemó wienie sprowadzał o się do jednego faktu – po co Ci klimatyzacja, skoro moż esz otworzyć okna i powiew ś wież ego wiatru? I nie ma znaczenia, ż e pod oknami jest basen, a zasł ona jest prawie przezroczysta.
Po dziesię ciu minutach kł ó tni zabrał nas do innego pokoju, któ ry miał dział ają cy klimatyzator (odpalał się doś ć rzadko, gdy nie miał wystarczają cej mocy) i ż aluzje w oknach. Pokó j wychodził na mał ą drogę , ale nie mogę narzekać na hał as z samochodó w - był o ich niewiele.
O ś niadaniu moż na powiedzieć jedno - sł abe. Bochenek chleba, kremó wka, skromna iloś ć cienkich plasterkó w szynki, ser, stare ziarniste ogó rki i pł atki kukurydziane. Oszczę dnoś ć to gł ó wna dewiza wł aś cicielki. . . Nie chciał am w ogó le wstawać na takie ś niadanie, w efekcie zaczę liś my brać jajecznicę w pobliskiej kawiarni dla miejscowych, gdzie był a bardzo mił a wł aś cicielka (Lazaros-mese-cafe nazywano kawiarnią ), hojnie zaopatrują c mnie w cytryny do wł asnej uprawy wody.
Prześ cieradł a są wrę cz brudne. Poś ciel był a raz zmieniana i nawet wtedy lepiej jej nie zmieniać . Nawet spanie na nich był o obrzydliwe. Sprzą taczka przyszł a o losowej godzinie - wpó ł do dziewią tej, jedenastej, dwunastej, czwartej.
Wi-Fi w pokojach prawie nigdy nie dział ał o. Sygnał po prostu nie dotarł .
Są dzą c po otwartych oknach w cią gu dnia, klimatyzatory prawie nigdzie nie dział ał y.
I ostatni szlif obrazu - pewnej nocy, w pobliskim hotelu naprzeciw (Albatros) przez dwie godziny, od drugiej do czwartej, zaszczekał pies. Kocham zwierzę ta, wię c myś lę , ż e to wina wł aś ciciela. Uważ am jednak, ż e goś cie wyrazili swoje zdanie wł aś cicielowi w tej sprawie, a pies w przyszł oś ci zachował kulturową ciszę , tylko sporadycznie wypowiadał kilka ję kó w o zbyt pó ź nym powrocie firmy.