Wycieczka po południowej Argentynie
Witam wszystkich!
Przedstawiamy kró tkie podsumowanie najnowszych wiadomoś ci.
Zacznijmy od tego, ż e logistycy opó ź nili nasz samochó d. I musiał em spę dzić.1 miesią c i 20 dni w Argentynie.
Pierwszego dnia spacerowaliś my ulicami starego Buenos Aires i dostaliś my to zdję cie. Dzię ki mł odemu fotografowi!
Po Dniepropietrowskim ś niegu pogoda na poł udniowym wybrzeż u nas uszczę ś liwił a! Sł oń ce, lato, upał !
Poszukiwanie tymczasowego samochodu ró wnież zaję ł o duż o czasu. Wię c poczuliś my się komfortowo i zabraliś my się do pracy!
A wybrzeż e Oceanu Atlantyckiego boleś nie przypomina nam Ukrainę !
Co myś lisz? Napisz w komentarzach!
Tak. Spotkaj się z „Zhuzha”, tymczasowym zastę pcą „Sł onecznika”.
Zastę pca jest naprawdę mał y, jak pluskwa. Cią gle czekaliś my, aż utknie w gruzach gdzieś w pampasach i moż e za kilka miesię cy znajdą się nasze wysuszone mumie.
Od czasu do czasu latają ce pickupy, zwł aszcza duż e, spoglą dał y na nas z gó ry.
27.01. 2016.
Rio Gallegos
Po okoł o godzinie stania na granicy argentyń sko-chilijskiej zorientowaliś my się , ż e dzisiaj nie dojedziemy do Ushuaia!
Dlaczego? Bo przy wynajmie samochodu oczywiś cie na Pań stwa ż yczenie wł aś ciciele wrę czają specjalną kartkę - zlecenie tranzytowe (dodatkowe ubezpieczenie). Nie udał o się naprawić problemu przez telefon, wię c od razu otrzymaliś my cztery pieczą tki z napisem „wyjazd”.
28 stycznia.
Niesamowity dzień !
Po raz pierwszy w ż yciu odwiedziliś my lodowce Perito Moreno, Park Narodowy Los Gaciares. Przejechaliś my ponad 500 km i wpadliś my w bajkę . Po prostu siedzieliś my przy lodowcu i patrzyliś my z fascynacją .
Kierują c się do Perito Moreno, zobaczyliś my wiele niezamieszkanych miast i powalonych zwierzą t. Komunikacja mobilna ł apie tylko w mieś cie!
Dalej - miasto El Calafate i duż a liczba zwierzą t. Zwł aszcza foki pozował y nam!
Noc spę dziliś my w niezbyt drogim (jak na argentyń skie standardy) hotelu Paris, Rio Gallegos.
Przedział cenowy od 34-86 USD za noc.
Interesują cy fakt! W cią gu tych tygodni, któ re spę dziliś my w Argentynie, zmieniliś my wię cej niż jeden hotel, ale prawie w każ dym widzieliś my „bidet”!
Co to jest, tradycja czy norma? Dlaczego nie moż na ich zobaczyć nawet w najdroż szym hotelu w Europie, ale w Argentynie – na każ dym kroku pozostaje dla nas zagadką .
Powiedzmy trochę o 28 stycznia.
Rano administracja hotelu bardzo nas rozbawił a - na stó ł poł oż yli pł atki ś niadaniowe, któ re trzeba był o zalać gorą cym mlekiem!
Krą ż ą c wokó ł gorą cego mleka, nie znaleź liś my nic lepszego niż polewanie pł atkó w jogurtem (zimnym)!
Dzień wcześ niej nie mogliś my znaleź ć nic ciekawego w strefie 500 km, wię c po prostu jechaliś my na chybił trafił drogą z chmurami, mają c nadzieję , ż e na wł asną rę kę trafimy na coś ciekawego.
A teraz to ciekawe zaczę ł o się spotykać !
Po pierwsze - niesamowity punkt, z któ rego roztacza się wspaniał y widok na ś wież e jezioro, podobnie jak poprzednie, utworzone przez roztopione wody lodowca.
Potem - mega dzielny lisek, któ ry przyszedł zobaczyć co mamy i jak iw efekcie otrzymał.2 paró wki za odwagę !
I wreszcie „ciekawostka” postanowił a zadowolić nas cał kowicie – w postaci dł ugiej i samotnej drogi, a raczej jej kierunku, zasypanego gruzem.
Począ tkowo naiwnie myś leliś my, ż e to tylko kawał ek drogi, na któ ry nie mieliś my czasu. Otó ż już kilometr na 100 km zdaliś my sobie sprawę , ż e nie – tak wyglą da sama droga!
Ogó lnie byliś my zmę czeni. Kiedy w koń cu dotarliś my do cywilizacji, naprawdę chcieliś my zatań czyć „taniec radoś ci”!
Przyjaciele, nie moż emy wam powiedzieć , jak Argentyń czycy radzą sobie ze ś mieciami. Z pewnoś cią nie jest to tak romantyczne jak w przypadku lodowca, ale przydatne.
Tak wię c w Argentynie jest duż o kotó w i psó w. Nie wszyscy z nich są wł ó czę gami, wielu jest nawet mistrzami, ale nic wł ó czę gi nie jest im obce.
Dlatego też , by nie radzić sobie z podartymi workami i rozcią gnię tymi po cał ej ulicy resztkami ś mieci, Argentyń czycy postą pili prosto i z gracją – podnieś li ś mieci na odpowiednią wysokoś ć , któ ra nie pozwala zwierzę tom grzebać w ś mietniku, a uł atwia praca sprzą taczek.
Mieszkań cy robili każ dą taką stację z zapakowanymi workami na ś mieci indywidualnie, ż e tak powiem, na specjalne zamó wienie z każ dego podwó rka : )
Oznacza to, ż e każ dy z nich należ y do okreś lonego wł aś ciciela. Niektó re z nich są eleganckie (niektó re są proste jak drzwi), niektó re twierdzą , ż e są w stylu art deco, a jeszcze inne - do francuskiego "renesansu", ale co najważ niejsze speł niają swoje zadanie - miasto jest czyste i zadbane!
Oto kilka zdję ć , ale oczywiś cie jest zbyt wiele stacji, aby pokazać je wszystkie : )
W sobotę.30 stycznia mieliś my kolejne niezwykł e doś wiadczenie.
Zostaliś my zaproszeni na obiad z rodowitymi Argentyń czykami - Ricardo i Alicią .
Widzieliś my tradycyjne palenisko, w któ rym Argentyń czycy zwykle gotują mię so, któ re jest obowią zkowym elementem każ dego domu.
Podczas przygotowywania mię sa zaproponowano nam aperitif - guacamole z pał eczkami, orzechami i lokalnym napojem, nieco podobnym do martini.
Potem z przyjemnoś cią zjedliś my „rogó wkę ” (i naszym zdaniem zwykł ą woł owinę , ale gotowaną z taką mił oś cią , ż e rozpł ywał a się w ustach! )
Wreszcie deser, niezwykle smaczny, ale jak się okazał o bardzo ł atwy w przygotowaniu! Zał ą czam go do zdję ć (moż e ktoś potrafi odczytać odrę czne pismo Alicii? )
Ricardo i Alicia! Jesteś wspaniał y! Bardzo dzię kuję za wycieczkę i kolację !
I oczywiś cie wyniki naszej wycieczki po poł udniowej Argentynie.
1. Kraj: Duż e obszary. Z pó ł nocy na poł udnie okoł o 4000 km. Nasza trasa z Buenos Aires do Ushuaia liczył a okoł o 3000 km. Pó ł noc i wschó d kraju są bardziej zaludnione niż poł udnie i zachó d. W rezultacie infrastruktura jest sł abo rozwinię ta.
2. Drogi: Z pó ł nocy na poł udnie wzdł uż wybrzeż a rozwija się sieć utwardzonych dró g. Dla nas to był ratunek. Nasz „Sł onecznik” jeszcze nie wypł yną ł , wię c musieliś my wynają ć samochó d, ż eby nie tracić czasu. Sł owo najbardziej odpowiednie dla RENO to „ZHUZHA”. Brzę czenie, nie prowadzenie. Chociaż na prostej i utwardzonej drodze wycisnę liś my z niej 155 km na godzinę ! Jeś li przeniosą się na zachó d od wschodnich zamieszkanych brzegó w, to drogi nie zawsze bę dą utwardzone. W najlepszym razie są ze ż wiru, a najczę ś ciej z bruku na bruku. Odczuliś my to w peł ni, gdy pró bowaliś my jechać z lodowca Perito Moreno wzdł uż granicy chilijskiej na pó ł noc. Mapy wskazywał y dobrą drogę , ale wyszł o na odwró t. Problem w tym, ż e po 10 km nie da się skrę cić - kraj jest duż y - 100 km drogi bez ś ladó w ż ycia nikogo nie dziwi.
Zwykł e dla nas nie ma zasię gu sieci komó rkowej - tam podjeż dż asz pod osadę , prawie odjeż dż asz.
3. Paliwo: drogie, od 1.1-1.2 USD, pó ł nocna czę ś ć . Do 0.85 na poł udniu (po prostu produkują ropę ). Ale gaz zaskoczył - okoł o 0.35. To prawda, ż e na poł udniu nie spotkał em stacji benzynowych z gazem. Adapter do sprzę tu gazowego jest tutaj specyficzny. Bę dziemy szukać .
4. Gdy znaleź liś my się bez samochodu i wszystkiego w nim, musimy wydawać pienią dze na hotele. A my, przyzwyczajeni do europejskich cen i jakoś ci, musieliś my się od czasu do czasu pocieszać . Wszystko jest strasznie drogie i tak zacofane, ż e wydaje się , ż e napraw nie wykonywano od czasó w kolonizacji. A w tych miejscach, gdzie jest naprawa, jest tak kiepskiej jakoś ci i tak drogi, ż e nie mogliś my zrozumieć cen. Przeraż enie! Konkretnie wybieram neutralne sł owo!
5. Po raz pierwszy spotkał em się z tak drogimi produktami. Jesteś my mleczarzami i dla nas mleko za 1.4 dolara za litr to SZOK. Znaleź liś my w sprzedaż y mleko za 1 dolara (okres sprzedaż y się koń czy), cieszyliś my się jak mał e dzieci.
1 miesią c + 20 dni i nasz „Sł onecznik” znó w jest z nami!
Teraz jesteś my w peł ni sił i gotowi na podbó j Ameryki!
Ś ledź nasze wiadomoś ci! Zadawać pytania! Na pewno odpowiemy.